5 sie 2015

Prolog

Ostatnie co pamiętam to wrzask tysięcy gardeł i ból. Potem zemdlałem. Obudziłem się w karetce. Nade mną wisiał mój brat i kobieta, która badała mój puls. Kiedy mój brat zobaczył, że otworzyłem oczy, uderzył mnie w ramię.
- Mówiłem ci, idioto. Nie właź na to rusztowanie, bo znowu coś sobie zrobisz. Ale po co mnie słuchać? W końcu jestem tylko twoim starszym bratem.
- Och, zamknij się - wymamrotałem i znowu zamknąłem oczy. Moja głowa pulsowała tępym bólem, a na twarzy czułem zaschniętą krew. Po chwili karetka się zatrzymała, a mnie wynieśli na noszach. Kiedy w końcu znalazłem się w szpitalu, pojawiła się kobieta z karetki w towarzystwie lekarza.
- Bukowski, zabierz go na prześwietlenie i jak najszybciej wróć z wynikami - kobieta kiwnęła głową, i już po chwili dwóch pielęgniarzy przeniosło mnie na wózek. Doktor Bukowski, bo tak najwidoczniej brzmiało jej nazwisko, wiozła mnie na rentgen.
- Co mi się stało? - spytałem, starając nie skrzywić się z bólu.
- Z tego co wiem, to podczas występu wspiął się pan na rusztowanie i spadł, prawdopodobnie łamiąc przy tym nos. Zabiorę teraz pana na prześwietlenie i wszystko ustalimy. Proszę się nie martwić - przelotnie dotknęła mojego ramienia, jednak po chwili cofnęła rękę. Uniosłem kącik ust i podniosłem wzrok, akurat jak wjeżdżaliśmy do sali, w której znajdował się rentgen. Doktor Bukowski pomogła mi wstać i położyć się na stole. Po wykonaniu zdjęcia wróciliśmy na ostry dyżur.
- Ma pan złamany nos i wstrząśnienie mózgu. Żadnych większych obrażeń. Nos możemy nastawić nawet teraz - oznajmił przełożony mojej pani doktor patrząc na zdjęcia. - Wymaga to jednak podania panu narkozy - kiwnąłem głową. Prawie natychmiast znalazłem się na sali operacyjnej, a anestezjolog kazał mi odliczać od dziesięciu w dół. Zanim odpłynąłem, zobaczyłem parę fioletowych oczu wpatrujących się we mnie ze współczuciem.


- Obudził się już? Jeżeli tak, to możemy go wypisać - na dźwięk głosu doktor Bukowski otworzyłem oczy i podniosłem głowę, ale zaraz tego pożałowałem, ponieważ czułem, jakby ważyła ona tonę. Na dodatek w nos miałem zapakowaną watę i musiałem oddychać ustami. Zapowiadał się cudowny tydzień. Pani doktor dostrzegła mnie i podeszła do mojego łóżka. - Obudził się pan, świetnie - nagle zaświeciła mi latarką w oczy. Gwałtownie nimi zamrugałem i się odsunąłem. - Wszystko zdaje się być w porządku. Zaraz dostanie pan wypis, receptę i będzie mógł wracać do domu - przez jej twarz przemknął delikatny uśmiech, po czym wyszła. Westchnąłem i powoli usiadłem, jednak nawet to spowodowało, że miałem mroczki przed oczami. Jeżeli tak miały wyglądać najbliższe dni, to miałem już serdecznie dość. Do sali wpadł mój brat. Wyglądał, jakby był tu przez całą noc, co pewnie zrobił.
- I jak się czujesz, młody? - wzruszyłem ramionami.
- Czuję się jak osoba z tamponami w nosie. Pomożesz mi wstać i się ubrać? - wstałem, jednak prawie od razu musiałem się złapać ramy łóżka. Brat podszedł do mnie i pomógł ze wszystkim. Po chwili stałem o własnych siłach i czekałem na swój wypis, który dostarczyła pielęgniarka. Byłem nieco zawiedziony, że nie przyniosła go moja pani doktor, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?
Wyszliśmy ze szpitala, przed którym czekało kilku fotoreporterów. Jakim cudem dowiadywali się o wszystkim tak szybko? Szybko ich spławiliśmy i wsiedliśmy do auta.
- Już widzę jutrzejsze nagłówki - prychnął mój brat. - Obita buźka Jareda Leto straszy przed szpitalem w Los Angeles.
- Wyświadcz mi przysługę i po prostu się zamknij - powiedziałem ze śmiechem.

***

- Josh, ktoś może nas zobaczyć - mruknęłam rozglądając się po korytarzu.
- Widzisz tu kogoś? Bo ja nie - uśmiechnął się i wciągnął mnie do składziku. Było to ciasne pomieszczenie pełne wiader, środków czystości i różnego rodzaju szczotek.
- Romantyk z ciebie.
- Nie marudź - przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Wplotłam palce w jego włosy i przymknęłam oczy. Zaczęłam delikatnie szarpać za jego krawat, by go poluzować, jednak on mnie powstrzymał.
- Mamy mało czasu, za 10 minut mam pacjentkę - wymruczał między pocałunkami i przeniósł moją dłoń na swoje spodnie. Już po chwili pozbawiłam go paska i zsunęłam z niego spodnie i bokserki, a on podciągnął moją sukienkę i wszedł we mnie szybkim ruchem, jednocześnie przyciskając mnie do ściany. - Postaraj się być cicho, naprawdę lubię tą pracę - zaśmiałam się, jednak po chwili zamieniło się to w jęk. Zacisnęłam dłonie na jego plecach i wpiłam się w niego ustami, gdy on zwiększał tępo i wchodził we mnie coraz głębiej. Seks z Joshem był wyjątkowy. Doskonale wiedział co robić, żeby dać nam obydwu jak najwięcej przyjemności. Uroki bycia seksuologiem.
Po kilku mocniejszych pchnięciach poczułam, jak wszystkie mięśnie w moim ciele się spinają. Jego oddech stał się urywany, a ruchy coraz szybsze.
- Josh... - mruknęłam, gdy osiągnęłam szczyt. Pocałował mnie w szyję i ze mnie wyszedł. Skrzywiłam się nieznacznie i doprowadziłam do względnego porządku. Mój przyjaciel zerknął na zegarek.
- Mam jeszcze trzy minuty - uśmiechnął się triumfalnie i mnie pocałował. - Widzimy się potem?
- Pewnie, kończę o szóstej - puściłam mu oko i wróciłam na oddział.
Wpadłam na Josha pięć lat temu, na pierwszym roku moich studiów. Dosłownie, wpadłam. Wychodziłam z uniwersytetu i zderzyłam się z nim w drzwiach. W ramach przeprosin zaprosił mnie na kawę i tak rozpoczęła się nasza znajomość. Zostaliśmy przyjaciółmi, jednak szybko przerodziło się to w inny rodzaj przyjaźni. Przyjaźni z wieloma korzyściami. Było nam dobrze z tym układem. O dziwo nie zakłócał on naszej relacji i nie wprowadzał żadnych niezręcznych sytuacji.
Narzuciłam na siebie kitel i wróciłam do pracy. Reszta dnia upłynęła mi na papierkowej robocie. Wręcz uwielbiałam wielogodzinne przeglądanie kart pacjentów i uzupełnianie ich. Kto by tego nie lubił, prawda?
O szóstej odwiesiłam kitel na wieszak, chwyciłam torbę i wyszłam przed budynek szpitala. Josha jeszcze nie było, więc wyjęłam Blackberry z torebki i zaczęłam przeglądać wiadomości. Jako pierwsze rzucił mi się w oczy krzykliwy nagłówek o tragicznym wypadku jednego z muzyków rockowych. Z ciekawości weszłam w link.
“Jared Leto, lat 36, uległ wczoraj tragicznemu wypadkowi. Podczas koncertu swojego zespołu, 30 Seconds to Mars, wspiął się na rusztowanie, z którego już po chwili spadł. Nasze źródło ujawnia, że Leto ma złamany nos, który prawdopodobnie będzie wymagał późniejszej operacji plastycznej. Jak myślicie, co zrobi Jared?” Pod artykułem znajdowało się zdjęcie. Od razu rozpoznałam te niebieskie oczy. W tej samej chwili podszedł do mnie Josh.
- Na co patrzysz?
Pokazałam mu telefon.
- Zajmowałam się nim wczoraj. Wiesz, zabrałam na prześwietlenie i asystowałam przy zabiegu.
- Jared? Znam go z widzenia. Wydaje się miły. Idziemy? Otworzyli włoską knajpkę niedaleko mojego mieszkania - narzucił na siebie marynarkę i wsiedliśmy do auta.

***

Na imprezę Tracy zjechało się chyba pół Los Angeles. Jej mieszkanie było wypełnione po brzegi. Rozbrzmiewała w nim głośna klubowa muzyka i huk rozmów. Podszedłem do barku i nalałem sobie whisky. Wczoraj zdjęto mi opatrunek i świętowałem możliwość ponownego oddychania.
Rozejrzałem się wokół siebie i westchnąłem. Wokół siebie widziałem same nastolatki i kobiety, które na siłę usiłowały się odmłodzić. Nagle ktoś klepnął mnie w ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem Josha, którego kojarzyłem z paru imprez.
- Słyszałem, że w końcu wyjęli ci tampony z nosa. Jak tam?
- Całkiem dobrze. Usiłuję się tylko dowiedzieć kim była lekarka, która robiła mi prześwietlenie. Zainteresowała mnie - zainteresowała mnie to drobne niedopowiedzenie. Myślałem o niej i jej przenikliwych fioletowych oczach prawie cały czas. Było w niej coś, co nie pozwalało mi oderwać od niej myśli.
- Mówisz o Alex? Też o tobie wspominała. Jeżeli chcesz, to mogę was sobie przedstawić, jest tu ze mną - uśmiechnął się i odszedł. Po chwili wrócił w towarzystwie niskiej blondynki. - Jared, to jest Alex. Alex, to Jared. Poznajcie się - szepnął jej coś na ucho i odszedł.
- Doktor Bukowski. Miło mi cię w końcu poznać poza szpitalem.
- Alex, proszę. Naprawdę chcę zapomnieć o pracy w sobotni wieczór - zaśmiałem się i uważniej jej przyjrzałem. Jej rozpuszczone włosy opadały delikatnie na ramiona i piersi. Para oczu o niezwykłej barwie wpatrywała się we mnie intensywnie. - W każdym razie, miło cię poznać.
- Z wzajemnością. Ten Josh, który nas sobie przedstawił… Znasz go?
- Tak, to mój dobry przyjaciel. Poznaliśmy się gdy byłam na pierwszym roku studiów - rozejrzała się po barku. - Widzisz tu gdzieś piwo? Chyba wykituję, jeżeli czegoś nie wypiję - zerknąłem w stronę lodówki znajdującej się koło barku i wyjąłem z niej piwo. - Ratujesz mi życie. Dziękuję. Może gdzieś usiądziemy? - uśmiechnęła się i ruszyła w stronę schodów. Zaintrygowany ruszyłem za nią. Okazało się, że schody prowadziły na dach, na którym znajdowały się dwie ogromne pufy. - Wolę posiedzieć w ciszy. Sama nie wiem dlaczego w ogóle przyszłam na tą imprezę - powiedziała cicho, siadając na jednej z puf i podwijając nogi pod siebie. Usiadłem na drugiej pufie i spojrzałem na nią.
-  Wyobraź sobie takie imprezy, tylko dziesięć razy głośniejsze i na których połowa gości to nastolatki. Mniej więcej tak wygląda moje życie - uśmiechnąłem się krzywo.
- Nie masz tego dość? - wzięła łyk piwa i spojrzała w moją stronę.
- Pewnie, że mam. Chciałbym spędzić chociaż tydzień jak normalny człowiek. Bez paparazzi, reporterów, fanów, aparatów wycelowanych we mnie… Już zapomniałem, jak to jest wyjść do sklepu bez rozdania kilku autografów - westchnąłem i przejechałem ręką po włosach. - Z drugiej strony to mnie napędza. Gdyby nie koncerty, nie wiem, czy byłbym w stanie normalnie funkcjonować. To moje życie.
- Mimo wszystko, każdy zasługuje na parę dni odpoczynku. Gdyby nie to, że co roku wyjeżdżam do rodziny na dwa tygodnie, to już dawno bym oszalała. Powinieneś sobie znaleźć swoją samotnie. Uwierz mi, pomaga - uśmiechnęła się delikatnie.  - Zawsze też możesz pojechać ze mną do mojej rodziny. Powinno ci się tam spodobać - puściła mi oko.
- A gdzie mieszka twoja rodzina?
- W Polsce - wybałuszyłem oczy.
- Masz na myśli tą Polskę w Europie?
- A jest jakaś inna? - prychnęła. - Moi rodzice mieszkają pod Warszawą w dużym domu z ogrodem. Tylko tam mogę odpocząć od zgiełku LA i naprawdę się wyluzować.
- Z chęcią się tam wybiorę - uśmiechnąłem się i oparłem o ceglaną ścianę. Była ciepła letnia noc. Pod nami ludzie szli na imprezy albo wracali z pracy. W oddali majaczyły Wzgórza Hollywood. - Piękny widok - szepnąłem.
- Magiczny - usłyszałem głos Alex.
- Tutaj jesteście! Wszędzie was szukałem - za nami rozległ się głos Josha. - Nie było was chyba dwie godziny, zacząłem się martwić.
- Ile? - spytała moja towarzyszka. - To niemożliwe.

- No widzisz. Musimy się zbierać - Alex wstała, a Josh narzucił na jej ramiona marynarkę i zaprowadził w stronę wyjścia. Tuż przed wejściem na schody odwróciła się i mi pomachała. Odpowiedziałem smutnym uśmiechem.

~*~

Po wielu rozmyślań postanowiłam wrócić do pisania po ponad rocznej przerwie i przedstawiam Wam tego efekty. Mam nadzieję, że się Wam podobało i czekam na opinie. :)

2 komentarze:

  1. Niiice, bro, ale to już wiesz.
    Ogólnie cieszę się, że wróciłaś do pisania, bo moim zdaniem potrafisz stworzyć naprawdę niesamowite historie.
    ily ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Super się zapowiada, czekam na więcej! :)
    Można gdzieś przeczytać twoje poprzednie opowiadanie?
    Julia

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine